Dnia 27 lipca 1970 r. w Warszawie Jan Traczewski, wiceprokurator wojewódzki delegowany do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie, działając na zasadzie art. 4 dekretu z dnia 10 listopada 1945 r. (DzU nr 57, poz. 293) i art. 219 kpk przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka, bez odebrania przyrzeczenia. Świadka uprzedzono o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania (art. 172 kk), co stwierdził on własnoręcznym podpisem. [Następnie] świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Bronisław Stefan Stokarski |
| Data i miejsce urodzenia | 3 lipca 1909 r., Warszawa |
| Imiona rodziców | Władysław i Anna |
| Miejsce zamieszkania | Wyszków, ul. [...] |
| Zajęcie | emeryt |
| Karalność | niekarany |
| Stosunek do stron | obcy |
Zarówno przed 1939 r., jak i w okresie okupacji niemieckiej, zamieszkiwałem w Wyszkowie. Mniej więcej od 1940 do końca 1943 r. pracowałem jako woźnica na posterunku żandarmerii niemieckiej, przywożąc m.in. codziennie na ten posterunek wodę do picia beczkowozem ze stacji kolejowej. Prawdopodobnie pod koniec maja 1943 r. jak zwykle przyjechałem na posterunek wozem konnym, aby zabrać stamtąd beczkowóz na wodę. Zobaczyłem wówczas, że na podwórku siedziby żandarmerii zgromadzonych jest ok. 150 wojskowych. Byli oni ubrani w mundury podobne kolorem do mundurów żołnierzy niemieckich, ale mieli na kołnierzach mundurów czarne patki oraz na rękawach mundurów czarne romby z jakimiś literami. Na czapkach mieli emblematy trupich główek. Wojskowi ci opuścili następnie siedzibę żandarmerii i – gdy znajdowałem się na stacji kolejowej, gdzie brałem wodę – dowiedziałem się, że zatrzymali oni pociąg osobowy na moście kolejowym przed Wyszkowem.
Gdy powróciłem z wodą na posterunek, to dowiedziałem się od zatrudnionych tam Polaków, że przed chwilą Niemcy przyprowadzili Wróbla – imienia jego nie pamiętam. Znałem go bardzo dobrze. W czasie, gdy znajdowałem się na podwórku siedziby żandarmerii, jeden z miejscowych żandarmów zawołał mnie i zaprowadził do pomieszczenia biurowego posterunku. W pomieszczeniu tym, w rogu przy ścianie zobaczyłem Wróbla. Ręce miał skute kajdankami do tyłu. Był bardzo pobity i pokrwawiony. Na posterunku, w tym pomieszczeniu, byli także żandarmi niemieccy: komendant posterunku – niski blondyn, w stopniu leutnanta o nazwisku Lengler lub Wandler, żandarm Schultze oraz żandarm Henryk Sichau. Nie pamiętam obecnie, który z tych żandarmów zapytał się mnie, czy znam tego człowieka. Zaprzeczyłem, wychodząc z założenia, że jeżeli żandarmi nie znają do tej pory jego nazwiska, to widocznie on go nie podał. Po zaprzeczeniu, abym znał Wróbla, opuściłem posterunek.
Chyba następnego dnia dowiedziałem się od ludzi, że Wróbel podczas przewożenia go przez żandarmów z Wyszkowa do Ostrowi Mazowieckiej zmarł i zwłoki jego zostały pochowane przy szosie w odległości ok. 11 km od Wyszkowa.
Na okoliczność powyższej zbrodni zeznałem wszystko i protokół powyższy po odczytaniu podpisuję jako zgodny z treścią moich zeznań.