ROMAN SZUSZKIEWICZ

Tarnów, 12 listopada 1946 r. Bronisław Maciołowski, prezes Sądu Okręgowego w Tarnowie i członek Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, za przybraniem protokolantki Barbary Juraszowej, przesłuchał na zasadzie art. 254 i 255 kpk w charakterze świadka dr. Romana Szuszkiewicza, który po upomnieniu w myśl art. 107 i 115 kpk zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Roman Szuszkiewicz
Wiek 39 lat
Wyznanie rzymskokatolickie
Stan cywilny żonaty
Zajęcie lekarz Ubezpieczalni Społecznej w Tarnowie
Miejsce zamieszkania Tarnów, ul. Katedralna 9

Przed wojną byłem lekarzem Ubezpieczalni Społecznej w Tarnowie, lecz obecnie jestem lekarzem Opieki Społecznej i międzyszkolnej poradni dentystycznej w Tarnowie.

21 listopada 1941 r. zostałem aresztowany i zaprowadzony na gestapo. Między aresztującymi gestapowcami był Kastura. Po krótkim przesłuchaniu w kierunku działalności w organizacjach odstawiono mnie do więzienia przy sądzie w Tarnowie, gdzie przebywałem pięć i pół tygodnia, po czym 28 grudnia zostałem odwieziony z całym transportem (w liczbie 80 osób) do Oświęcimia, gdzie musieliśmy szybko wychodzić z wagonu. Pod kolbami i szczuci psami przez gestapowców, pieszo przemaszerowaliśmy z dworca do obozu, tam musieliśmy rozebrać się do naga, przejść gorącą kąpiel i następnie tak w stroju adamowym podczas mrozu przebiec do drugiego budynku, gdzie otrzymaliśmy ubrania obozowe, naturalnie niedopasowane do wzrostu i kształtu.

W bloku kwarantannowym przebywałem trzy tygodnie, w czasie którym byłem używany do rozmaitych prac fizycznych, po czym kierownik tego bloku sortował wszystkich, a właściwie sortowania dokonał komendant obozu (Lagerführer Aufmayer [Aumeier]), sortowanie polegało na tym, że wypytywał się, kto jaki ma zawód i stosownie do tego przydzielał do pracy. Kiedy ja oznajmiłem, że jestem lekarzem dentystą, przydzielił mnie do szpitala na oddział dentystyczny, w którym do końca pobytu pozostawałem, z następującymi zmianami:

W 1942 r. w miesiącach letnich byłem chory na tyfus plamisty przez trzy tygodnie, z czym związane było zapalenie płuc i zapalenie opon mózgowych. Kiedy wstałem po chorobie, ledwo chodząc, zostałem wezwany do raportu do Lagerführera Aufmayera. Ledwie wszedłem na korytarz, przyjął mnie Arbeitsdienstführer (nie pamiętam nazwiska), który nie pytając się o nic, uderzył mnie kilka razy w twarz, następnie kazał stanąć na korytarzu twarzą do ściany. Za chwilę przyszedł Aufmayer i zapytał, co ja tu robię, a kiedy z mojej odpowiedzi dowiedział się, że jestem z przychodni dentystycznej, przyciągnął mnie do siebie jedną ręką, a drugą kułakiem w pierś kilka razy uderzył, a następnie w twarz, lżąc: – Ty przeklęty Polaku, będziesz Niemców poniewierał? Wtedy to dowiedziałem się, że oczernił mnie Niemiec, notoryczny przestępca karany więzieniem na 14 lat, który powiedział, że nie przyjmuję Niemców, tylko faworyzuję Polaków. Kiedy nareszcie pozwolili mi za pośrednictwem tłumacza się usprawiedliwić, wówczas usprawiedliwienie przyjęli do wiadomości i kazali wrócić do tej samej pracy do obozu.

W jakie dwa miesiące po mojej chorobie dowiedziałem się, że wyszedł projekt, że aby zlikwidować szerzenie się tyfusu plamistego, chcą cały oddział wraz z lekarzami odwieźć do komór gazowych i po zagazowaniu ciała spalić. Projekt zmodyfikowano o tyle, że lekarzy przeniesiono do innych oddziałów, a wszystkich chorych i rekonwalescentów, nawet takich, którzy byli zdrowi, a tylko dla wygody pozostawali w szpitalu, załadowano na auta ciężarowe, odwieziono do komór gazowych w Birkenau i tam zagazowano, a następnie spalono.

Komendanta Hößa nie znałem ani się z nim osobiście nie zetknąłem, a przynajmniej nie zdaję sobie sprawy, żebym się z nim kiedykolwiek zetknął, wiem jednak, że w tym czasie był on komendantem wszystkich obozów podlegających obozowi oświęcimskiemu.

Pracując w szpitalu, zauważyłem, że lekarz obozowy, Niemiec dr Entress wybierał dwa razy na miesiąc w okresach co dwa tygodnie spośród chorych w szpitalu takich, którzy wedle jego zdania byli nieuleczalni i odsyłał ich do komór gazowych albo też dawali im zastrzyki fenolu, które powodowały śmierć. Zastrzyki fenolowe robił niejaki Scharführer, czyli kierownik szpitala Klehr. Segregowania takie trafiały się w różnych odstępach czasu także, a dokonywał ich zamiast Entressa czasem Klehr, który wedle swego widzimisię skierowywał ludzi na śmierć. W ten sposób skierowano wedle mego zdania około paru tysięcy osób na śmierć i to tylko z samego szpitala. Zdarzały się wypadki, że do szpitala skierowywano więźniów skazanych już na śmierć na parę godzin przed rozstrzelaniem i polecano takiego więźnia leczyć. Również polecano często badać takich więźniów, których miano badać, a którzy chcieli uchylić się od przesłuchiwania i popełnić samobójstwo, względnie zginąć. Nam polecano, żeby takiego utrzymać przy życiu w tym celu, aby oni mogli wyciągnąć od niego potrzebne wiadomości.

Raz byłem świadkiem, jak jeden więzień nie oddał honoru SS-manowi stojącemu na straży przed blokiem. Wówczas ten SS-man nieznanego mi nazwiska rzucił się na tego więźnia, bił go najpierw po twarzy, a gdy ten upadł na ziemię, kopał go, wskoczył na piersi i deptał obutymi stopami, a w końcu styliskiem łopaty na szyi położonym udusił, stanąwszy na to stylisko okrakiem.

Nie będę wspominał o znanych, powszechnie odbywanych gimnastykach, wspomnę tylko, że w dniu, w którym zostałem wprowadzony do obozu, przed bramą wejściową były ubrane odpowiednio ucharakteryzowane osoby pochodzące z naszego transportu, mianowicie jeden, który był chory umysłowo, i miał zarzucony koc jak pelerynę, którego zatrzymali przed bramą, obok z drugiej strony księdza katolickiego i Żyda. Wskazując na te osoby, Niemcy między sobą szydzili, mówiąc, że to jest Bóg Ojciec, Pan Jezus i Mojżesz.

Kiedy zdarzały się od czasu do czasu kontrole przyjeżdżające z Berlina, wówczas na dwa dni przed przybyciem takiej komisji zarządzano czyszczenie całego obozu. Chorych i tak zwanych muzułmanów zamykano specjalnie i nie śmieli się pokazać w czasie, kiedy te komisje były, aby w ten sposób pokazać, że obóz jest wzorowo prowadzony.

W bloku nr 10 były pomieszczone przeważnie Żydówki, na których prowadzono doświadczenia. Za pomocą rentgena dokonywano ich sterylizacji, a opowiadano także o doświadczeniach w kierunku sztucznego zapłodnienia.

W kobiecym obozie w Birkenau był również silny aparat Roentgena, którym przeprowadzano sterylizację Żydówek, a raczej przeprowadzano doświadczenia sterylizacji kobiet. Przez ten blok i przez taką sterylizację mogło przejść ponad 200 osób, wedle moich przypuszczeń.

Opieram te moje przypuszczenia na spostrzeżeniach dokonywanych z mojego bloku, który sąsiadował z blokiem 10, i z którego widziałem ruch osób przybywających do bloku 10.

Na mężczyznach Żydach dokonywano sterylizacji operacyjnie, czego sam byłem świadkiem.

Co do wyżywienia to moje w tym kierunku zeznania potwierdzają znane ogólnie fakty karmienia herbatą ziołową lub namiastką kawy czarnej, wodnistymi zupami z małą domieszką nieobieranych kartofli, chleb w ilości jeden kilogram na pięć osób na kolację i śniadanie. Komendant Aumeier wyraził się, że każdy więzień, który przychodzi do obozu jest tak odżywiany, żeby nie żył dłużej jak trzy miesiące.