ESTER TENCER

Dwunasty dzień rozpraw, 24 marca 1947 r.

(Wchodzi świadek Tencer).

Tłumacz: (Po francusku). W jakim języku świadek pragnie zeznawać?

Świadek: W niemieckim.

Świadek podał co do swej osoby: Ester Tencer, 38 lat, księgowa, panna, wyznania mojżeszowego, dla stron obca.

Przewodniczący: Niech świadek przedstawi, co świadkowi wiadomo w sprawie Oświęcimia.

Świadek: Podam tylko kilka szczegółów, ponieważ trzeba by było całych dni i obejmowałoby to księgi całe, gdybym chciała podać wszelkie szczegóły o obozie Oświęcim.

Przewodniczący: W jakich okolicznościach świadek została ujęta i skąd przybyła do obozu?

Świadek: Pracowałam u partyzantów w Belgii i przy pracy zostałam schwytana przez niemiecką żandarmerię polową. Przez cały rok trzymano mnie w więzieniu w Belgii, byłam torturowana przez gestapo, a w końcu przywieziono mnie w styczniu 1944 r. do Oświęcimia. Podróż odbywała się w wagonach bydlęcych, przy czym 50 osób było wtłoczonych tam, gdzie normalnie mogło przebywać dziesięć osób. Kobiety, mężczyźni i dzieci razem, nie jedząc i nie pijąc. Byliśmy cały dzień w drodze do Oświęcimia. Już podczas podróży niektórzy zmarli.

Kiedyśmy przybyli do Oświęcimia, od razu zorientowaliśmy się, że przyjechaliśmy do tzw. obozu śmierci. Więźniowie nie odważyli się do nas zbliżać. Z naszego transportu było 98 kobiet. Rozebrano nas do naga, ostrzyżono i ogolono i w tym stanie przez cały dzień i przez całą noc bez odzienia byłyśmy w tej łaźni. Później zaprowadzono nas do pewnego bloku i umieszczono w kojach długości jednego metra. Na przestrzeni, gdzie mogła się zmieścić jedna osoba, było nas stłoczonych po dziesięć, bez koców.

Po dwudniowym pobycie w Oświęcimiu rozeszła się pogłoska, że będzie przeprowadzona selekcja. Wszyscy, którzy byli w Oświęcimiu, wiedzą, co oznacza słowo „selekcja”. To był znak śmierci dla tysięcznych rzeszy więźniów, dla młodych, żywych, zdrowych ludzi. Selekcję uskuteczniali lekarze niemieccy. Staliśmy zupełnie nago, musieliśmy przechodzić pojedynczo przed szeregiem tych lekarzy i słyszeliśmy tylko słowa: „Na prawo, na lewo, na prawo, na lewo”. Nie badano nas, nie pytano nas o nic, tylko tak według widzimisię wybierano do gazu. Z mojego bloku wybrano wtedy dziesięć osób. Po dwóch dniach ta dziesiątka miała być zabrana do gazu. Dowódca pracy, tzw. Arbeitsführer, przyszedł po nie i wywoływał numery i nazwiska. Jednej osoby nie było. Szukano jej i szukano, ale nie można było jej z początku nigdzie znaleźć. Miała podobne nazwisko do mojego i dlatego już byłam na liście, żeby w miejsce tej osoby pójść do gazu. Później ją znaleziono. Arbeitsführer rzucił się na nią, powalił ją na ziemię, stanął na niej w butach okutych żelazem i skakał po niej, tak że krew spływała z niej strumieniami i w tym stanie wywleczono ją z baraku. Chociaż widzieli, że ona długo żyć nie będzie, to w tym stanie, kiedy ona była już jedną bryłą krwi i mięsa, rzucono ja na wóz. A my musieliśmy się wszyscy temu przyglądać, gdyż ze wszystkich bloków ściągano tych ludzi, zupełnie nagich, okaleczonych, krwawiących i wiedzieliśmy wszyscy, że jutro nas może czekać to samo. Chodzi o to, że nie było żadnego systemu w tych selekcjach, żeby zdrowych oszczędzać. Nie, wszyscy musieli zginąć jako ofiary niemieckiego faszyzmu. I myśmy wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że to, co ciebie spotyka dziś, jutro spotka mnie. Takie selekcje odbywały się raz na miesiąc albo raz na dwa miesiące i wtedy z wszystkich stron, z rewirów, z izby chorych ściągano kandydatów na zagazowanie.

Ja zostałam pisarką na pewnym bloku. To był blok chorych na świerzb. Z tego bloku świerzbowego bardzo często ludzi selekcjonowano i wysyłano do gazu. Jako pisarka miałam więcej okazji chodzić po obozie w chwilach, kiedy odbywały się selekcje. Inni więźniowie podczas przeprowadzania tych selekcji, kiedy wybierano więźniów, którzy mieli iść do komór gazowych, musieli pozostawać w swoich blokach. Przy jednej takiej selekcji stałam na dworze i widziałam, jak dozorczynie Mandl i Drechsel kandydatki, które miały iść do gazu i które były stłoczone w pewnym pomieszczeniu, a które nie chciały, wzdrygały się iść na wóz – targały za włosy i ciągnęły, żeby je zmusić do wsiadania na te wozy.

Codziennie rano odbywał się apel, podczas którego liczono, czy wszystkie jesteśmy na miejscu i właśnie ta dozorczyni Mandl przeprowadzała te apele. Pewnego dnia apel przewlekał się o kilka minut. Zatrzymano wtedy wszystkie więźniarki i musiały one na dworze, w miejscu, gdzie było pełno błota, przez cały dzień wykonywać ćwiczenia padnij, powstań, padnij, powstań itd. Z tych więźniarek, które musiały wykonywać te ćwiczenia, bardzo wiele umarło, ponieważ tego nie wytrzymały.

W październiku 1944 r. Armia Czerwona była już bardzo blisko Oświęcimia i wtedy Niemcy rozpoczęli ewakuację obozu oświęcimskiego. Podczas tej ewakuacji przeprowadzano selekcje. Ażeby nie sprowadzać wszystkich z poszczególnych bloków do gazu, gromadzono więźniów w jedno miejsce. Blok, na którym pracowałam jako sekretarka, był właśnie takim blokiem śmierci. Wszystkie kobiety były na nim zebrane. Byłam tam trzy dni, kiedy przyszła główna nadzorczyni; więźniarki, które przecież wiedziały, że pójdą do gazu, były zatrwożone i nie stanęły wyprężone, jak tego wymagano, gdy ona weszła. Wtedy rzuciła się na nie, poczęła bić i targać za włosy, krzycząc: „I tak wiecie, że pójdziecie do gazu, czy nie możecie stać jak należy!”.

Te kretynki, te bestie nie miały żadnego poczucia ludzkości i bardzo często wobec więźniarek, które i tak były skazane na śmierć, dawały upust swoim zbrodniczym chuciom sadystycznym. Jeżeli kilka z nas przeżyło okropności tego obozu, to tylko dzięki temu, że w nas żyła iskierka nadziei, iż ten system, najokropniejszy system wszystkich epok, musi się raz skończyć. I ta nadzieja spowodowała, że my, które nie miałyśmy co jeść, byłyśmy bite, żeśmy się podtrzymywały na duchu i to piekło przeżyły. To jest dla mnie najszczęśliwszy dzień mojego życia, że tutaj mogę stać wobec tego kata, który zabił moją matkę i moją siostrę, w świadomości, że go spotka zasłużona kara ze strony Wysokiego Trybunału!

Przewodniczący: Czy świadek mogłaby coś powiedzieć o sterylizacji kobiet?

Świadek: Tak. Gdy przybyłam do Oświęcimia, najpierw byłam w obozie w Brzezince. Kiedy rozpoczęto ewakuację tego obozu, pewna część więźniów dostała się do Oświęcimia, do mniejszego obozu. Blok 10. był odgrodzony parkanem i do tego bloku inni więźniowie mieli bardzo utrudniony dostęp. Znajdowały się tam kobiety, które były przeznaczone na doświadczenia. Zawsze po przyjściu transportu wybierane były [z niego] kobiety dobrze odżywione, dobrze wyglądające, które przeznaczano na doświadczenia. Były w rękach pewnego lekarza, którego nazwiska już nie pamiętam. Operowano im jajniki i robiono próby ze sztucznym zapłodnieniem. Poza tym były wykorzystywane jako krwiodawczynie dla SS-manów.

Przewodniczący: Czy świadek zetknęła się z jakąś kobietą, która była poddana takim eksperymentom?

Świadek: Tak jest.

Przewodniczący: Czy świadek z nią rozmawiała?

Świadek: Tak.

Przewodniczący: Co ona opowiadała?

Świadek: To była właśnie kobieta, której usunięto jajniki.

Przewodniczący: Czy świadek wie o zabiegach rentgenowskich?

Świadek: Nie.

Przewodniczący: Świadek wspomniała o dozorczyni Mandl. Czy ona strzelała do więźniów?

Świadek: Tego ja osobiście nie widziałam, ale zawsze chodziła po obozie z rewolwerem i więźniarki mówiły, że trzeba się jej wystrzegać, bo jak jej się co nie podoba, to strzela.

Przewodniczący: Czy świadek słyszała w zetknięciu z więźniarkami, które były w ciąży, jak je traktowano?

Świadek: Tak jest.

Przewodniczący: Czy świadek może powiedzieć, czy te kobiety mogły rodzić i jak się odbywał poród?

Świadek: Na moim bloku, gdzie pracowałam jako sekretarka, były kobiety w odmiennym stanie, a jedna urodziła dziecko. Istniały dwie możliwości: albo kobieta z dzieckiem mogła dobrowolnie iść do gazu, albo mogła urodzić i dziecko na jej oczach było zabijane.

Przewodniczący: A czy świadek słyszała o tym, żeby matki takie zmuszano do zabicia dziecka własnoręcznie, jeśli chciały żyć?

Świadek: Tak.

Przewodniczący: Czy świadek zna takie wypadki?

Świadek: Tak, to było po przybyciu transportów – wtedy od razu mówiono matkom: „Albo zabijecie dziecko, albo z nim pójdziecie do gazu”.

Przewodniczący: To nie jest ścisła odpowiedź. Czy matka sama musiała zabić dziecko?

Świadek: Nie, takich wypadków nie znam.

Przewodniczący: Świadek mówiła m.in. że pełniła funkcję pisarki. W jakim oddziale pełniła świadek tę funkcję?

Świadek: Na bloku dla chorych na świerzb.

Przewodniczący: To znaczy był to rodzaj ambulatorium?

Świadek: To nie byli obłożnie chorzy, ale nie chodzili do pracy w komandach, tylko pracowali razem w oddzielnych komandach, np. zamiatali ulice.

Przewodniczący: Jakie były warunki higieniczne na bloku, gdzie świadek pracowała?

Świadek: To był zupełnie zwykły blok, jak każdy inny, który nie miał żadnych dodatkowych urządzeń higienicznych.

Przewodniczący: Czy dużo chorych było na takim bloku?

Świadek: Mieliśmy od 500 do 750 więźniów.

Przewodniczący: Na ile osób zasadniczo było przeznaczone to pomieszczenie?

Świadek: Na 200 osób.

Przewodniczący: Czy poza świerzbem były jeszcze wypadki innych chorób na tym bloku?

Świadek: Nie, to był blok tylko dla chorych na świerzb.

Przewodniczący: Jaki był sposób leczenia tego świerzbu?

Świadek: Była lekarka i pielęgniarki. Smarowano chorych.

Przewodniczący: I było pod dostatkiem środków lekarskich?

Świadek: Nie, środków było bardzo mało, były bardzo rzadkie, czasem w ogóle ich nie było.

Przewodniczący: Czy taki chory dostawał lepsze jedzenie, czy miał lepsze warunki?

Świadek: Nie, miał takie same warunki [jak zdrowi].

Przewodniczący: Z czego składał się posiłek takiego chorego?

Świadek: Z pół litra zupy z brukwi i ćwiartki chleba, a dwa razy na tydzień z 20 g margaryny. Rano była czasem kawa, a czasem nie było.

Przewodniczący: Świadek tu wspomniała o selekcjach. Czy na tym bloku, o którym świadek wspomniała, były dokonywane selekcje?

Świadek: Tak jest.

Przewodniczący: Czy były one często?

Świadek: W czasie kiedy ja tam byłam, była tylko jedna selekcja.

Przewodniczący: Jak się odbywały takie selekcje?

Świadek: Przychodził wtedy dr Mengele – nie wiem, czy był to doktor, w każdym razie SS-man – wszyscy się musieli ustawić w szeregu przed blokiem, rozebrać się do naga, a on przed nimi przechodził i wskazywał: „Ta, ta” itd.

Przewodniczący: Czy to się tak dokonywało, bez wyboru? Czy decydowały o tym wypadki ciężkich chorób?

Świadek: To było zupełnie bez wyboru. On w ogóle nie zwracał uwagi, czy ktoś jest chory, czy nie.

Przewodniczący: To znaczy robił to według swego widzimisię, czy może wybierał specjalnie starych, wychudzonych?

Świadek: Ci szli na pierwszy ogień, ale na ogół to było zupełnie dowolne.

Przewodniczący: Więc młode, zdrowe kobiety również były wybierane?

Świadek: Tak jest.

Przewodniczący: A mniej więcej procentowo jak się to przedstawiało? Świadek wspomniała, że przed blokiem na apelu stawali wszyscy więźniowie z tego bloku razem z chorymi. Ilu mniej, więcej, stawało na tym apelu i ilu zostawało wyselekcjonowanych?

Świadek: Z mego bloku ok. 30 proc. bywało wyselekcjonowanych.

Przewodniczący: Czy świadek mogłaby oznaczyć liczbę kobiet obywatelek belgijskich będących w Oświęcimiu?

Świadek: Tego nie wiem dokładnie. Mogło być ich ok. 10 tys.

Przewodniczący: To był blok mieszany? Czy na tym bloku były umieszczone kobiety innych narodowości?

Świadek: Były tam najróżniejsze narodowości.

Przewodniczący: Czy mogłaby świadek wymienić kobiety innych narodowości, które były na tym bloku?

Świadek: Były Polki, Rosjanki, Holenderki, Belgijki, Greczynki, Austriaczki.

Przewodniczący: Czy świadek osobiście zetknęła się z oskarżonym Hößem?

Świadek: Osobiście nie.

Przewodniczący: A widziała go świadek w obozie?

Świadek: Tak.

Przewodniczący: W jakich okolicznościach?

Świadek: To nie były szczególne okoliczności, tylko czasem przechodził przez obóz, by dokonywać rewizji.

Adwokat: Czy Höß chodził sam, czy w otoczeniu innych SS-manów?

Świadek: Widziałam go dwa razy i wtedy był w towarzystwie kilku osób.

Adwokat: W jakich mniej więcej miesiącach 1944 r. świadek widziała oskarżonego?

Świadek: Tego nie wiem.

Przewodniczący: Więcej pytań nie ma. Świadek jest wolna.

Zarządzam przerwę do godz. 16.00.