WŁADYSŁAW FLIZIKOWSKI

Dnia 9 maja 1968 r. w Leśnej Jani wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Władysław Flizikowski
Wiek 62 lata
Imiona rodziców Jan i Anna z d. Glaza
Miejsce zamieszkania Leśna Jania, pow. Starogard Gdański
Zajęcie robotnik
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

Przez cały okres okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Leśnej Jani. Jesienią 1939 r., wydaje mi się, że było to w listopadzie, woźny gminy Gapa powiadomił mnie, że z zarządzenia Amtskommissara Konkela mam następnego dnia rano stawić się z wozem drabiniastym przed gminą. Kiedy tam podjechałem, dwaj miejscowi Niemcy Krikel i Singer, w cywilnych ubraniach z opaskami na rękawach – jakiego koloru, nie pamiętam – wyprowadzili z budynku urzędu gminnego ok. 20 osób obojga płci.

Przypominam sobie, że było między nimi małżeństwo z Bukowin. Wszyscy byli Polakami z okolic Leśnej Jani.

Wymienieni Niemcy, uzbrojeni – jak pamiętam – w pistolety, konwojowali tych Polaków do więzienia w Starogardzie. Do więzienia wjechałem na podwórze, gdzie Polacy wysiedli, a z nimi obydwaj Niemcy. Jeden z nich kazał mi poczekać przed więzieniem. Czekałem ok. pół godziny i kazali mi jechać do domu. Wracając, musiałem wziąć ze Starogardu wygarbowaną skórę dla Krikela. Niemcy nie wrócili moim wozem.

Jesienią 1942 albo 1943 r. tenże Gapa kazał mi wozem podjechać do Szulera, stolarza w Leśnej Jani, zabrać coś od niego i przywieźć na posterunek żandarmerii. Załadowałem dużą, długą skrzynię i zawiozłem na posterunek w Leśnej Jani. Po zniesieniu skrzyni przed areszt koło posterunku, żandarm kazał mi odejść na szosę do koni. Po chwili żandarmi mnie zawołali, kazali tę skrzynię zabitą gwoździami załadować na wóz i jechać na cmentarz.

Byłem tam wtedy razem ze swym synem Władysławem (obecnie nie żyje). Było już ciemno. Po zniesieniu trumny żandarmi kazali nam odjechać do domu.

Następnego dnia ludzie mówili, że w skrzyni tej było ciało Kitewskiego z Kościelnej Jani. Ludzie widzieli, jak go prowadzili do aresztu. Miał on być zamordowany przez żandarmów.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.