MAKSYMILIAN ROCŁAWSKI

Dnia 20 czerwca 1967 r. w Kasparusie, pow. Starogard [Gdański], sędzia Sądu Powiatowego w Gdańsku mgr Stefania Bojarska przesłuchała niżej wymienionego w charakterze świadka, bez odebrania przyrzeczenia. Po uprzedzeniu o prawie odmowy zeznań (art. 94 kpk) i o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Maksymilian Rocławski
Data i miejsce urodzenia 12 października 1892 r. w Kasparusie, pow. Starogard
Imiona rodziców Piotr i Apolonia z d. Mosińska
Miejsce zamieszkania Kasparus, pow. Starogard
Zajęcie emerytowany leśniczy
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

7 listopada 1939 r. przyszedł do nas do domu mieszkaniec Kasparusa w mundurze SA o nazwisku Stanisław Talaśka i przyniósł zapieczętowany list, prosząc syna mego Franciszka Rocławskiego, by list ten odwiózł na posterunek żandarmerii w Skórczu. Syn zgodził się na to, wsiadł na rower i pojechał ok. 16.00 do Skórcza.

Ponieważ syn nie wrócił, 10 listopada 1939 r. pojechałem do Skórcza, gdzie dowiedziałem się, że przebywa tam większa liczba osób zatrzymanych. Odnalazłem syna w domku, w którym żandarmeria ich przetrzymywała. Wraz z synem zastałem większą liczbę mężczyzn, których nadzorował nieznany mi żołnierz. Poprosiłem go o przywołanie syna. Z synem rozmawiałem krótko i w zasadzie niczego się nie dowiedziałem, po czym wróciłem do Kasparusa. Tutaj spotkałem znajomą o nazwisku Borowicka, która zapytała, czy syn Franek jest w domu, gdyż widziała go na furmance, na której znajdowali się jeden nieznany jej chłopak, Niemiec Herbert Dorau [?] ze Szlagi i furman Ostrowski z Wielbrandowa. W sumie w kierunku lasów leśnictwa Zajączek jechały trzy furmanki.

Następnego dnia udałem się do leśnictwa Zajączek, gdzie leśniczym był ob. Gapa. Domyślając się, że syn został zamordowany w lesie, poprosiłem go, by wskazał mi najświeższe groby. Gapa określił mi miejsce, w którym pochowano ostatnio rozstrzelanych Polaków, wziąłem od niego szpadel i poszedłem do lasu wraz ze szwagrem Franciszkiem Neumannem. Rzeczywiście znalazłem świeżą mogiłę, którą odkopałem. Znalazłem w niej zwłoki syna Franciszka oraz ks. Felchnerowskiego z Kasparusa. Poza tym leżały w grobie i inne ciała, których nie rozpoznałem. Zwłoki syna i księdza leżały zwrócone twarzą do ziemi, obydwaj mieli rozwalone głowy.

Ilekroć kogokolwiek zatrzymano w Kasparusie, dochodzenia przeprowadzał żandarm ze Skórcza o nazwisku Rosenbauer. Od miejscowego Niemca, Amtskommissara Heinricha Dorau [?] dowiedziałem się, że egzekucji Polaków dokonują Niemcy ze Skórcza: Udon Stencel [Udo Stenzel], SS-man, Müller, Stege [Steege] i inni, których nazwisk nie pamiętam.

Przypominam sobie, że 10 listopada 1939 r., będąc w Skórczu, koło poczty spotkałem ks. Felchnerowskiego, Krużyckiego z Jani oraz dwóch innych Polaków, których nie znałem. Wymienieni szli z łopatami w kierunku lasu leśnictwa Zajączek, prowadził ich żołnierz niemiecki.

Na tym protokół zakończono i po odczytaniu podpisano.