Dnia 22 listopada 1967 r. w Kopytkowie wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:
| Imię i nazwisko | Klara Wroniak z d. Szczepińska |
| Wiek | 67 lat |
| Imiona rodziców | Franciszek i Apolonia z d. Patron |
| Miejsce zamieszkania | Kopytkowo, gr. Leśna Jania |
| Zajęcie | rencistka |
| Karalność | niekarana |
| Stosunek do stron | obca |
Przez cały okres okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałam w Kopytkowie. Mąż mój pracował jako dróżnik do 1942 r., tj. do czasu zabrania go do obozu w Stutthofie.
Za co mąż był osadzony w obozie, nie wiem.
Zabierali go z domu gestapowcy z Gdańska. Zabrali wtedy razem z mężem ok. dziesięciu osób z Kopytkowa i okolicy.
W październiku 1939 r. mieszkaniec Bobrowca Lis przywiózł nam ziemniaki furmanką. Było to wieczorem. W pewnej chwili, kiedy Lis z mężem byli w mieszkaniu, usłyszałam głos von Plehna z szosy obok domu. Wołał on mego męża. Kiedy mąż wyszedł na szosę, a ja za nim, Plehna [Plehn] pytał męża, czyj wóz stoi na szosie. Mąż mu odpowiedział, że Lis przywiózł nam ziemniaki. Plehna [Plehn] wtedy powiedział: „Gdzie jest ten pies?”. Mąż powiedział, że jest w domu. Po chwili Lis wyszedł do nich. Plehna [Plehn] zaraz go kopnął i kazał mu iść z sobą. W jednym ręku miał pistolet, a w drugim butelkę. Z Plehną razem był Schtoyke [Stoyke], rządca majątku w Kopytkowie. Widziałam, jak obydwaj poprowadzili Lisa w kierunku Smętówka.
Następnego dnia rano Lis przyszedł do nas i opowiadał, że Plehna [Plehn] chciał go zastrzelić, ale nie wypalił mu pistolet. Schtoyke [Stoyke] miał wtedy powiedzieć do Plehna, żeby Lisa nie zabijał, a tylko, żeby zamknął go w piwnicy. Następnego dnia został przez Schtoyke [Stoyke] z piwnicy zwolniony.
Kiedy zabierali Lisa sprzed mego domu słyszałam, jak Plehna [Plehn] do niego powiedział: „Jesteście moim aresztantem”. Mąż mój musiał na polecenie Plehna [Plehn] odprowadzić wóz Lisa do majątku.
Widziałam często, jak miejscowi Niemcy zwozili do piwnic majątku Polaków. Widziałam także, jak z tych piwnic wywozili ich wozami w stronę Starej Jani.
Nazwisk tych Niemców, którzy eskortowali Polaków, obecnie nie przypominam sobie.
Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.