MARGOT ŻYNDA

Dnia 18 listopada 1967 r. w Gdańsku wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Margot Żynda
Wiek 40 lat
Imiona rodziców Hugon i Maria z d. Borchert
Miejsce zamieszkania Gdynia, [...]
Zajęcie pracownik umysłowy
Karalność niekarana

W okresie międzywojennym zamieszkiwałam razem z matką i ojczymem Stanisławem Dalcem [Dalzem] w Skórczu. Ojczym mój był lekarzem. W związku z działaniami wojennymi cała nasza rodzina wyjechała do Warszawy.

Na początku października 1939 r., zgodnie z zarządzeniem władz okupacyjnych w Warszawie, wracaliśmy pociągiem do miejsca zamieszkania do Skórcza. Pociąg dojechał tylko do Smętowa i nie mieliśmy dalszego połączenia ze Skórczem. Pamiętam, że ojczym poszedł na stację kolejową, by zatelefonować do właściciela majątku ziemskiego w Kopytkowie von Plehna i prosić go o przysłanie furmanki dla podwiezienia rodziny do Skórcza. Po powrocie ojczym mówił do matki, że Plehn odmówił mu pomocy. Po ok. pięciu minutach od rozmowy telefonicznej ojczyma z Plehnem podszedł do nas oficer Wehrmachtu i powiedział do ojczyma: „Muszę niestety pana aresztować”. Zamknął on ojca w zabudowaniach obok stacji. Oficer ten na prośbę matki pozwolił jej jeszcze z ojcem porozmawiać. Przez całą noc byliśmy z matką na stacji, a ojciec zamknięty w jakimś pomieszczeniu.

Następnego dnia rano matka mnie z bratem furmanką kazała odwieźć do Skórcza, a sama pozostała na stacji w Smętowie. Kiedy jechaliśmy furmanką, widziałam, jak minął nas jadący w stronę Smętowa wojskowy odkryty samochód, na którym siedzieli żandarmi w zielonych mundurach. Widziałam także, jak samochód ten jechał z powrotem w stronę Skórcza i stał wtedy na nim ojczym.

W 1941 r., mieszkaniec Zajączka Alojzy Jatkowski dostarczył do naszej znajomej Litewskiej skrawek materiału odcięty z ubrania zwłok pochowanych w lesie Zajączek. Miał on odkopać grób i materiał ten odciąć z ubrania leżącego w nim mężczyzny. Litewska rozpoznała ten materiał jako pochodzący z ubrania ojczyma i oddała go mej matce.

W 1945 r. odkopaliśmy zwłoki i po ubraniu i obrączce z inicjałami matka rozpoznała zwłoki ojczyma. Pochowaliśmy je w grobowcu rodzinnym w Stęszewie pod Poznaniem.

Z opowiadania matki wiem, że Plehn był w okresie międzywojennym dłużny ojcu pieniądze za leczenie rodziny Plehna i pracowników jego majątku.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.