STANISŁAWA BIERNAT

Dnia 14 listopada 1967 r. w Białachówku wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Stanisława Biernat z d. Tomczak
Wiek 49 lat
Imiona rodziców Walenty i Maria z d. Dymerska
Miejsce zamieszkania Białachówek, gr. Zblewo
Zajęcie rolnik
Karalność niekarana
Stosunek do stron obca

W marcu 1939 r. zaczęłam pracować jako gospodyni u Egona Sieverta, drogerzysty w Starogardzie. Pracowałam u niego do lutego 1940 r. We wrześniu 1939 r., kilka dni po wkroczeniu hitlerowców do Starogardu, wyjechał on na ok. tydzień do Austrii na szkolenie SS. Po powrocie mówił mi o tym. Chodził zawsze w mundurze tej formacji.

Przypominam sobie wypadek, kiedy jednego dnia wróciłam z domu od rodziców i zastałam w kredensie w pokoju dwa birety księżowskie. Wyjechałam w sobotę do rodziców, a wróciłam w poniedziałek. Na stole w tymże pokoju było dużo kieliszków i pustych butelek po winie. Świadczyło to o tym, że w sobotę bądź w niedzielę Sievert urządzał przyjęcie. Przychodzili do niego do domu często SS-mani ze Starogardu: Wiechert, Straus[s] i Drews. Zamieszkiwał u niego przez ok. miesiąc SS-man, który pracował w więzieniu. Nazwiska jego nie znałam. Pytałam go, co robi w więzieniu. Odpowiedział mi, że wykańcza Polaków. Spał on w pokoju obok mojego i często w nocy słyszałam jego krzyki i wycie. Prawie zawsze był pijany. Był on wysoki, w wieku ok. 50 lat.

Jednego dnia Sievert dał mi do zacerowania cywilny płaszcz. Mówił przy tym, że płaszcz ten mu przestrzelił członek Polskiego Związku Zachodniego w Skarszewach, którego on chciał aresztować, ale ponieważ strzelił do niego, to zabił go na miejscu. Sievert, jak pamiętam, bardzo często gdzieś wyjeżdżał. Nie było go często w domu i nocami.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.