Dnia 24 sierpnia 1967 r. w Starogardzie wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:
| Imię i nazwisko | Albin Przewoski |
| Wiek | 78 lat |
| Imiona rodziców | Stefan i Franciszka z d. Brandt |
| Miejsce zamieszkania | Starogard, [...] |
| Zajęcie | emeryt |
| Karalność | niekarany |
| Stosunek do stron | obcy |
Między 10 a 15 września 1939 r. w domu w Starogardzie zostałem aresztowany przez Sieverta juniora i funkcjonariusza gestapo ze Starogardu, po czym samochodem osobowym dowieziony przez nich do więzienia w Starogardzie. Razem ze mną aresztowali wtedy zamieszkującego na tej samej ulicy co ja Jana Pilera.
W więzieniu dowiedziałem się od naczelnika Fasta, że zostałem osadzony jako zakładnik. Fast mówił nam, że jeśli jakiemuś volksdeutschowi coś się stanie, to będziemy zgilotynowani. W więzieniu przebywałem do 12 bądź 13 października 1939 r. Służbę tam pełnili SS- i SA-mani. Nazwisk ich jednak nie przypominam sobie.
W celi, w której przebywałem, z uwagi na ładną pogodę było prawie zawsze uchylone okno. Słyszałem codziennie krzyki i jęki katowanych w pomieszczeniach parterowych ludzi. Przypominam sobie, że również jako zakładnik był zatrzymany w więzieniu adwokat ze Starogardu o nazwisku Halpern. Był on narodowości żydowskiej. Widziałem w czasie spaceru na dziedzińcu więziennym, że był pobity do tego stopnia, że nie mógł chodzić. Jednego razu, kiedy widocznie z tego względu nie mógł wyjść na spacer, Fast poszedł po niego i po chwili Halpern wczołgał się na dziedziniec więzienny. Dozorujący nas w czasie spaceru SA-man krzyczał na niego, żeby wstał. Ponieważ Halpern nie mógł wstać, uderzył go kilka razy kolbą karabinu pod brodę.
Nie widziałem, aby Fast bił Halperna na podwórzu więziennym, ale kiedy wczołgał się na podwórze, miał krew na twarzy. Świadczyło to o tym, że był pobity wcześniej.
W czasie mego pobytu w więzieniu słyszałem od współwięźniów, że wywożą część więźniów do lasów szpęgawskich i tam mordują. Po wyjściu z więzienia dwukrotnie widziałem, jak samochodem ciężarowym i autobusem wywozili ludzi do Lasu Szpęgawskiego. Autobusem wieźli księży zgrupowanych uprzednio w willi Marczaka przy ul. Elżbiety. Z powrotem autobus wrócił pusty i widziałem leżące w nim sutanny. Przez okno z domu mego ojca widziałem, że sutanny te wyładowywano z autobusu i znoszono do willi Marczaka.
Przypominam sobie, że w willi Marczaka miał swoją siedzibę Selbstschutz starogardzki. Natomiast samochodem ciężarowym, jak widziałem, wieźli pacjentów ze szpitala w Kocborowie. Obydwa samochody konwojowali Niemcy w mundurach SA.
Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.