PAWEŁ WAŁASZEWSKI

Dnia 17 czerwca 1968 r. w Starogardzie Gdańskim wiceprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Gdańsku Marian Multan przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Paweł Wałaszewski
Wiek 80 lat
Imiona rodziców Jakub i Barbara z d. Rydza
Miejsce zamieszkania Starogard, [...]
Zajęcie rencista
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

W okresie okupacji hitlerowskiej zamieszkiwałem w Ciecholewach. Jesienią 1939 r. prawie codziennie słyszałem strzały dochodzące z lasów szpęgawskich. Były to strzały karabinowe i z pistoletu. Słychać je było z reguły ok. godz. 8.00, 12.00 i 16.00. Słychać było także krzyki ludzi. Wiedziałem, że hitlerowcy mordują Polaków w tych lasach, odległych od mojego gospodarstwa o ok. półtora kilometra.

4 października 1939 r. ok. godz. 17.00 usłyszałem pukanie do okna mieszkania i głos męski pytający, czy mieszkają tu Polacy. Kiedy otworzyłem drzwi, do mieszkania wszedł mężczyzna wysokiego wzrostu, łysy, w wieku ok. 40 lat. Powiedział, kiedy przekonał się, że jesteśmy Polakami, że uciekł z egzekucji w Szpęgawsku. Ukrywał się on u mnie przez ok. 17 miesięcy. Jak się od niego dowiedziałem, nazywał się Alojzy Sławiński i pochodził z Tczewa. Opowiadał nam, w jaki sposób znalazł się w więzieniu w Starogardzie i w lasach. Został on z innymi mieszkańcami pow. tczewskiego przewieziony do więzienia w Starogardzie i 4 października 1939 r. z 35 innymi osobami samochodem ciężarowym przewieziony do lasów szpęgawskich. W samochodzie musieli leżeć na podłodze jeden na drugim. Konwojowało ich pięciu SA- manów. Między 36 wiezionymi na stracenie była jedna kobieta, która – jak mówił Sławiński – przy segregacji nie miała być wywieziona do lasu, ale hitlerowcom powiedziała, że chce iść tam, gdzie i mąż. Jeden z hitlerowców powiedział wtedy, żeby weszła na wóz.

Przebieg egzekucji według niego był następujący. Kiedy samochód przyjechał na miejsce, na samochodzie pozostał tylko jeden z SA-manów, który kolbą karabinu wyznaczył cztery osoby, które mają zejść z samochodu. Pozostali SA-mani poszli z tymi czterema i po chwili SA-man na samochodzie wyznaczał dalszych czterech. W międzyczasie słychać było cztery strzały. Przy Sławińskim zamordowali 16 osób i wtedy ktoś z Polaków krzyknął, żeby uciekać. Jeden z Polaków uderzył SA-mana i ten spadł z samochodu na ziemię. Pozostali SA-mani rozstrzeliwali czwartą czwórkę Polaków. Wszyscy wyskoczyli wtedy z samochodu i uciekali w kierunku torów kolejowych, a tylko Sławiński uciekł w lewo w las.

Po wojnie Sławiński opowiadał mi, że pozostałych uciekinierów Niemcy wyłapali, tak że on sam z tego transportu tylko ocalał. SA-mani strzelali za nimi, ale nie widział, by kogoś trafili.

Na tym protokół zakończono i przed podpisaniem odczytano.